DEWZROST – DLACZEGO WARTO SIĘ ZATRZYMAĆ?

Jak współcześnie mierzymy “wzrost” i czemu jest to nieskuteczne?

Pod koniec lat 30. ubiegłego wieku, w czasach Wielkiego Kryzysu w USA ekonomista Simon Kuznets zaproponował współczesną wersję obliczania PKB. Jest to miara opisująca skumulowaną wartość dóbr i usług wytworzonych w danym kraju w określonym czasie, najczęściej w ciągu roku lub kwartału[1]. Obecnie stało się to globalnym miernikiem wzrostu gospodarczego, przed czym przestrzegał sam ww. ekonomista. PKB zaczęło być również używane jako propaganda sukcesu przez rządzących – idea wzrostu stała się emanacją idei postępu[2]. Oznacza to, że wzrost PKB z narzędzia stał się celem samym w sobie, nieważne, jak bogate jest już dane państwo. Powstało na to określenie wzrościzm – określa ono zjawisko dążenia do wzrostu za wszelką cenę. Cenę, którą zapłaci prędzej czy później całe społeczeństwo.

Twierdzenie, że gospodarka powinna zawsze służyć wzrostowi zakładając, że będzie to zawsze dla niej korzystne, jest jednak postawą zgubną. Przykładem tego może być współczesna gospodarka Stanów Zjednoczonych – PKB stale rośnie[3], jednak niezadowolenie społeczeństwa również[4]. Wzrost nierówności społecznych, niepokoje związane z wojnami na Bliskim Wschodzie, rosnące koszty życia – to wszystko istnieje tam równolegle z wykresami pnącymi się w górę. Dzieje się tak, ponieważ PKB nie bierze pod uwagę społecznych, środowiskowych, ani żadnych innych kosztów wzrostu gospodarczego – zajmuje się tylko obrotem pieniądza. 

Kapitalizm nie chce patrzeć w przyszłość. Wypiera nadchodzącą katastrofę klimatyczną spowodowaną wyniszczającą działalnością człowieka na rzecz dalszego pnięcia się w górę. Jednak nieskończona ekslpoatacja naszej planety i środowiska nie jest możliwa – w końcu przecież każdy z ziemskich zasobów ulegnie wyczerpaniu. Niestety będzie wtedy już za późno żeby się zatrzymać, a bezpośrednią konsekwencją tego będzie śmierć planety. W naturze takie zjawisko nazywamy nowotworem.

Czym jest dewzrost?

W odpowiedzi na kapitalistyczny wzrościzm, obserwując wszelkie negatywne skutki ślepego bogacenia się, powstała idea dewzrostu, zwanego również postwzrostem. Jest to ruch jednoznacznie krytykujący stosowanie używania mierników wzrostu, takich jak np. PKB, jako miarę szeroko rozumianej jakości życia społeczeństwa. Postuluje on wszelkiego rodzaju reformy gospodarcze, które będą służyć społeczeństwu i środowisku, a nie kapitałowi. 

Odejście od wzrostu nie będzie oznaczać zatrzymania postępu. Bardziej trafnym określeniem na to będzie “redefinicja” współczesnego znaczenia tego słowa. W dewzrostowym świecie “postęp” oznaczać będzie np. wyrównywanie szans, wzrost szeroko rozumianego szczęścia, polepszanie warunków życia wszystkich stworzeń żyjących, czy dążenie do zrównoważonego rozwoju. Ewentualny współcześnie rozumiany “wzrost” będzie fakultatywny i wyniknie wyłącznie z wprowadzania w życie ww. czynników.

Co zamiast PKB?

Jedną z proponowanych alternatyw PKB jako wskaźnika dobrobytu jest Happy Planet Index – w wolnym tłumaczeniu Światowy wskaźnik szczęścia. Jest to miara zrównoważonego dobrobytu, oceniająca kraje pod kątem efektywności zapewniania swoim mieszkańcom długiego i szczęśliwego życia przy wykorzystaniu ograniczonych zasobów środowiska[5]. W skrócie – w odróżnieniu od PKB, HPI bierze pod uwagę również wplyw na środowisko, czyli m.in ślad ekologiczny oraz zrównoważony rozwój. Kraje są klasyfikowane na podstawie tego, jak efektywnie ludzie wykorzystują ograniczone zasoby ekologiczne, aby żyć długo i szczęśliwie.

Kolejnym potencjalnym wskaźnikiem mógłby być quality of life index – wskaźnik jakości życia, aktualnie znany pod nazwą Where-to-be-born Index. Opracowany przez brytyjski tygodnik The Economist bierze pod uwagę zarówno twarde dane, jak np. oczekiwana długość życia, wskaźnik przestępczości, czy jakość powietrza, jak i subiektywne wyniki ankiet badające poczucie szczęścia i satysfakcję z warunków bytowych[6], co odróżnia go od wcześniej wspomnianego HPI. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że nie istnieje jeden uniwersalny wskaźnik mierzący wszystkie zależności. Każda z metod obliczeń może dać nam odpowiednie sugestie dotyczące konkretnych elementów i współgrać ze sobą, co pozwoli na szersze zrozumienie i łatwiejsze rozwiązywanie potencjalnych wyzwań i problemów.

Zadowolenie z życia to coś więcej, niż pieniądze. Badania sugerują, że w większości krajów rozwiniętych czynniki materialne, takie jak zamożność i posiadane rzeczy, odgrywają jedynie niewielką rolę w kształtowaniu poziomu dobrostanu (niektórzy twierdzą, że jest to zaledwie 10%). Według czasopisma Nature, poziom satysfakcji wzrasta wraz z poziomem zwiększania swojego majątku i konsumpcji, ale trwa to tylko do pewnego momentu, który nazywa “income satiation” – “nasycenie dochodowe”[7]. Po przekroczeniu tego punktu zwiększanie tych czynników nie prowadzi do dalszego wzrostu dobrobytu.

Katastrofa klimatyczna

Wraz ze wzrostem gospodarczym, rośnie również presja na środowisko naturalne. Nieograniczona eksploatacja nie pozostaje bez wpływu na globalny ekosystem. Naszą pozorną wygodę opłacamy ogromnymi kosztami – badania pokazują, że ludzkość przekroczyła już granice planetarne. Jest to termin, który powstał w 2009 roku, mający określać “bezpieczną przestrzeń działań dla ludzkości” jako warunku koniecznego dla zapewnienia zrównoważonego rozwoju[8]. Inaczej mówiąc, są to ramy, których przekroczenie grozi wywołaniem nieodwracalnych zmian w globalnym ekosystemie. W 2023 roku zespół naukowców oszacował, że już 6 z 9 punktów zostało przekroczonych – spadek różnorodności biologicznej, zanieczyszczenie azotem i zmiana klimatu nie mieszczą się już w bezpiecznych granicach. Zakres bezpieczeństwa różnorodności biologicznej został przekroczony 10-krotnie, w przypadku azotu ponad 3-krotnie, a dla zmian klimatycznych odnotowano przekroczenie rzędu 10%. Pozostałe czynniki rosną i wkrótce rownież mogą zbliżyć się do granicy bezpieczeństwa[9].

W natłoku negatywnych informacji na temat przyszłości planety na której żyjemy, jak i nas samych, łatwo wpaść w fatalizm i pogodzić się z wszechobecnie zapowiadaną katastrofą. Jednak czy faktycznie jest już za późno? Jeśli nie uda nam się całkowicie zatrzymać ocieplenia klimatu, to jednak jest to bardzo duża różnica, czy zatrzymamy je na poziomie, dajmy na to, +2°C, czy na +3°C[10]. Działania w tym kierunku należałoby jednak podjąć od razu, ponieważ wiele skutków moze już być w przyszłości nieodwracalne.

Praca, zadowolenie z życia

Rozwój technologiczny, wbrew szumnym obietnicom kapitalistów, nie sprawił, że pracujemy mniej – co prawda średnia ilość przepracowanych godzin w wielu krajach europejskich spada[11], jednak następuje zjawisko intensyfikacji pracy. Oznacza to, że na osoby pracujące na jednym stanowisku nakładane jest coraz więcej obowiązków i zadań, które można, lub nawet powinno się, rozdzielić pomiędzy dwie lub więcej osób. Dodając do tego rosnące tempo wykonywania obowiązków, nacisk na wyniki oraz napięte terminy przy jednoczesnym braku poprawy sytuacji bytowej, coraz więcej pracowników odczuwa szereg negatywnych konsekwencji zdrowotnych, nie tylko fizycznych, ale również psychicznych. Według raportu Koalicji Bezpieczni w Pracy, aż 38% badanych pracowników zadeklarowało, że stres w pracy odczuwa codziennie lub często, w tym 8% codziennie[12]. UCE raportuje, że prawie 80% aktywnych zawodowo Polaków zauważa u siebie chociaż jeden z symptomów wypalenia zawodowego[13], z kolei Międzynarodowa Organizacja Pracy szacuje, że z powodu chorób spowodowanych przeciążeniem pracą umiera rocznie około 840 000 osób[14]. Wyniki tych, jak i innych badań dot. pracy nie napawają optymizmem i wyraźnie sugerują potrzebę zmian systemowych w tym zakresie. Jakie więc alternatywy może zaoferować nam dewzrost?

Jason Hickel w swojej książce Less is More: How Degrowth Will Save the World jako rozwiązanie proponuje m.in zredukowanie czasu pracy. Za przykład podaje obniżenie go we Francji do 35 godzin tygodniowo i eksperyment w Szwecji, w którym zredukowano ten czas do 30 godzin w tygodniu. U pracowników zauważono wtedy m.in większe zadowolenie z życia, lepsze wyniki zdrowotne, większą satysfakcję z pracy — co przekładać się może na produktywność — oraz ogólnie pojęte szczęście. Jednak takie “lekkie” zredukowanie czasu pracy w założeniu jest tylko rozwiązaniem tymczasowym, odpowiednim na “dzisiejsze” standardy. Poprzez zrównoważony rozwój należy dążyć do jak największego wyzwolenia ludzi spod przymusu pracy.

Nierówności, wyzysk

Giganci technologiczni, wielkie holdingi odzieżowe, czy chociażby producenci żywności, niezbyt lubią dzielić się tym, jak powstają ich produkty. Zresztą, dla przeciętnego konsumenta zwykle inne kwestie mają znaczenie – produkt ma być względnie niedrogi oraz przyzwoitej jakości, żeby wytrzymał do kolejnej kolekcji modowej, czy do powstania nowego modelu sprzętu. Współcześnie większość z tych rzeczy mamy na wyciągnięcie ręki, a konsumpcja stała się dla nas naturalną częścią rzeczywistości. Wchodząc do galerii handlowej lub wszelakich sklepów można się niemal zachłysnąć mnogością wyboru. Nasza wygoda jednak odbywa się kosztem cierpienia i śmierci wielu ludzi, którzy dla wielkich korporacji liczą się tylko w kontekście rachunku zysków i strat. Większość ubrań, które znaleźć można w “sieciówkach”, produkują osoby z terenów Azji i Europy Wschodniej. Pracują one nierzadko w niebezpiecznych lub wręcz szkodliwych warunkach, 12-16 godzin dziennie, 6-7 dni w tygodniu i za pensje niewystarczające nawet na wyżywienie siebie i swojej rodziny. Wynika to m.in z tego, że prawo nie chroni tam pracowników, a tamtejsze standardy ochrony środowiska byłyby z perspektywy europejskiej niedopuszczalne, co pozwala na większą swobodę cięcia kosztów. W 2013 roku głośno było o katastrofie budowlanej w Bangladeszu – z powodu zaniedbań zawalił się kompleks budynków, w którym mieściły się m.in właśnie fabryki odzieży. W wyniku katastrofy zginęło ponad 1100 osób, głównie szwaczek. Mimo tego przykrego wydarzenia, jak i wielu protestów po nim, niewiele w tej kwestii się zmieniło. Lokowanie fabryk w krajach azjatyckich i afrykańskich, jak Bangladesz, Wietnam, czy Etiopia, nadal pozwala na maksymalizację zysków kosztem ludzi.

Owoc niewolniczej pracy znaleźć można również w naszych własnych kieszeniach. Kobalt jest pierwiastkiem szeroko wykorzystywanym w produkcji baterii litowo-jonowych. Znajduje się w naszych telefonach, laptopach i samochodach. Obecnie około 60 proc. światowego wydobycia odbywa się w Kongo – kraju biednym i skorumpowanym. Szacuje się, że przy wydobyciu kobaltu pracuje tam ok. 35-40 tys. dzieci.[15] Każdy dzień w takiej kopalni to walka o życie – tlen pompowany jest do środka za pomocą tanich pomp, w których w każdej chwili może się skończyć paliwo, a długotrwałe wdychanie pyłów powoduje poważne uszkodzenia i choroby płuc. Dzieci zmusza do pracy sytuacja ekonomiczna – bez niej często nie stać ich na jedzenie, mimo że i tak zarabiają znikome kwoty – raport Amnesty oscyluje wokół kwoty 1,5 dolara dziennie, przy jednoczesnym zarabianiu miliardów przez producentów baterii.

Dewzrostowcy stanowczo sprzeciwiają się współczesnej formie kolonializmu, jaką jest relacja oparta na dominacji Globalnej Północy nad Globalnym Południem. Zamiast tego proponuje się odtowarowienie, czyli odrzucenie wartościowania jednostki ludzkiej na podstawie tego, ile jest w stanie wytworzyć, a także zaspokojenie ludzkich potrzeb, czyli wytworzenie warunków, w których każdy ma równe szanse. Dąży również do uznania długu kolonialnego, czyli reparacji względem krajów i regionów, które ucierpiały wskutek wielu lat kolonializmu i wyzysku.
 

Bogacenie się na słabszych nie dotyczy wyłącznie wykorzystywania ludzi. Nie należy zapominać również o eksploatacji istot pozaludzkich, który odbywa się nie tylko w krajach biedniejszych, ale także i na naszym podwórku. W samej Polsce na mięso zabijane jest rocznie około 1,3 miliarda zwierząt rocznie[16], a szacuje się, że na świecie jest to ponad 80 miliardów[17]. Zwierzęta hodowane są współcześnie na zasadzie selekcji genetycznej w celu jak największej wydajności – ma to dla nich katastrofalne konsekwencje dobrostanowe, np. kury mięsne, zwane brojlerami, rosną zdecydowanie za szybko, co powoduje szereg miopatii mięśniowych i uszkodzenia narządów wewnętrznych. Z kolei krowy są sztucznie zapładniane, aby dawały mleko, a ich dzieci są im zabierane, aby jak najwięcej mleka trafiło do sprzedaży. System pozbawia zwierzęta godności, praw i życia i robi z nich kolejny trybik w maszynie do zdobywania kapitału.

Idee dewzrostu i weganizmu bardzo dobrze się uzupełniają i tworzą spójną koncepcję. Przejście na dietę bardziej roślinną miałoby pozytywne konsekwencje dla planety, na której żyjemy -potrzebowalibyśmy nie tylko mniej gruntów rolnych, ale także mniej ziemi uprawnej. Aktualnie 80% terenów agrokultury, czyli szeroko pojętej działalności rolniczej, przeznaczane jest na produkcję mięsa i nabiału, więc wyeliminowanie tego czynnika spowodowałoby mniejsze zapotrzebowanie na ziemię. Do tego dochodzi jeszcze fakt, że do ludzi trafia mniej niż połowa – zaledwie 48% – światowych zbóż. 41% przeznaczane jest na paszę dla zwierząt, a 11% na biopaliwa[18].

Zakończenie

Dewzrost jest czymś, czego potrzebujemy teraz. Nie możemy i nie jesteśmy w stanie dłużej udawać, że zmiany klimatu nas nie dotyczą. Nie da się dłużej wypierać wszechobecnego wyzysku, technologicznego zniewolenia, zniszczenia całych ekosystemów, czy wymierania gatunków. Jednak żadna rewolucja i zmiana paradygmatów nie odbywa się bez zmiany myślenia – wszystko zaczyna się w naszych głowach. Zachęcam do dalszego samodzielnego zgłębiania idei postwzrostu, jak również edukowania innych w tym zakresie. To w społeczeństwie drzemie siła, która jest w stanie zmieniać rzeczywistość i otoczenie z korzyścią dla wszystkich, a nie tylko dla garstki uprzywilejowanych. Wkrótce będziemy mieli do wyboru dwie scieżki: dewzrost, czyli zatrzymanie wzrostu gospodarczego, który sobie zaprojektujemy, albo kryzys, na który nie jesteśmy przygotowane i skończy się katastrofą. Tylko od nas zależy, czy nasze dzisiejsze postawy i działania przyniosą nam w przyszłości korzyści, czy wręcz odwrotnie.


[1] Paweł DROBNY, NIEDOSKONAŁOŚCI PKB JAKO PRZYCZYNEK  DO ZMIANY MYŚLENIA O GOSPODARCE I EKONOMII, Nr 2/2022 (10)

[2]  Paweł DROBNY, NIEDOSKONAŁOŚCI PKB JAKO PRZYCZYNEK  DO ZMIANY MYŚLENIA O GOSPODARCE I EKONOMII, Nr 2/2022 (10)

[3] https://pl.tradingeconomics.com/united-states/gdp

[4] https://pl.tradingeconomics.com/united-states/consumer-confidence

[5] https://happyplanetindex.org/learn-about-the-happy-planet-index/

[6] https://www.worldatlas.com/articles/the-where-to-be-born-index-the-highest-and-lowest-scoring-countries.html

[7] Jebb, A.T., Tay, L., Diener, E. et al. Happiness, income satiation and turning points around the world. Nat Hum Behav 2, 33–38 (2018). https://doi.org/10.1038/s41562-017-0277-0

[8] Dlaczego brak nam umiaru w eksploatacji zasobów planety?Piotr Skubała, Ryszard Kulik

[9] https://www.science.org/doi/10.1126/sciadv.adh2458#elettersSection

[10]https://youtu.be/7HDzNN4X_ss

[11]OECD Data — hours worked 1990-2019.

[12] Dobrostan pracownika, czyli wellbeing w pracy – Koalicja Bezpieczni w Pracy, 2023

[13] https://uce-pl.com/news/polacy-coraz-bardziej-wypaleni-zawodowo

[14] The psychosocial working environment, International Labour Organization 2026.

[15] THIS IS WHAT WE DIE FOR”: HUMAN RIGHTS ABUSES IN THE DEMOCRATIC REPUBLIC OF THE CONGO POWER THE GLOBAL TRADE IN COBALT, Amnesty International

[16] https://www.tygodnikprzeglad.pl/polsce-zabija-sie-prawie-13-mld-zwierzat-rocznie/

[17] https://ourworldindata.org/data-insights/billions-of-chickens-ducks-and-pigs-are-slaughtered-for-meat-every-year.

[18] Hannah Ritchie (2021) – “If the world adopted a plant-based diet, we would reduce global agricultural land use from 4 to 1 billion hectares” Published online at OurWorldinData.org.

Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *